Wyniki jak na loterii – fenomen Ekstraklasy

JAGIELLONIA WYNIKI

Rywalizacja o mistrzostwo Polski i grę w europejskich pucharach przypomina coraz bardziej wyścig żółwi. Zespoły z czołówki Ekstraklasy w zasadzie w każdej kolejce gubią punkty, co nie świadczy dobrze o poziomie rozgrywek. Ich nieprzewidywalność jest już stałym elementem krajobrazu polskiej piłki.

Aby dowieść być może wręcz pewnej absurdalności rodzimego futbolu w wydaniu ligowym, wymieńmy kilka faktów poniżej.

Lech zapomniał, jak się strzela gole

W pierwszych dwóch kolejkach po wznowieniu ligowej rywalizacji Lech Poznań odniósł 2 zwycięstwa (2:0 z Zagłębiem Lubin i 2:1 z Jagiellonią Białystok), po czym zapomniał, jak się strzela gole… Oto bilans Kolejorza w ostatnich 3 meczach: 0:0 ze Śląskiem Wrocław (nieprzekonującym liderem), 0:1 po dogrywce z Pogonią Szczecin w Pucharze Polski i 0:4 z Rakowem Częstochowa.

Raków przegrał z Wartą i rozgromił… Lecha

A propos Rakowa, w niedzielę rozbił Lecha, ale wcześniej najpierw przegrał ze skromną Wartą Poznań w Grodzisku Wielkopolskim 1:2 po bezbarwnym meczu, następnie pokonał u siebie 3:1 Piast Gliwice i wywiózł z Mielca punkt po bezbramkowym remisie. Katastrofą dla Medalików było spotkanie w Pucharze Polski. Po krótkim czasie gracze Dawida Szwargi znowu zmierzyli się z Piastem, tym razem na Górnym Śląsku, no i przegrali z kretesem, aż 0:3 po fatalnym meczu.

Mało tego, po tym blamażu mówiło się sporo o zmianie trenera. Jednak w niedzielę Dawid Szwarga dostał prezent od swoich piłkarzy, ale chyba przede wszystkim od fatalnego Lecha Poznań. 4:0 z poznaniakami oznacza uspokojenie nastrojów pod Jasną Górą.

Jagiellonia też gra w kratkę

Jagiellonia Białystok z młodym trenerem Adrianem Siemieńcem była rewelacją rundy jesiennej Ekstraklasy. Abstrahując nawet od wyników, Jaga grała bardzo efektownie jak na polskie warunki. Jej mecze często oglądało się z przyjemnością, co jest rzadkością w przypadku naszej niezbyt mocnej, mówiąc delikatnie, ligi.

A jak zespół z Podlasia spisywał się w ostatnich tygodniach? Najpierw wygrał w Łodzi z Widzewem 3:1, potem uległ u siebie Lechowi 1:2. Tydzień później tylko zremisował na własnym stadionie z walczącym o utrzymanie beniaminkiem z Chorzowa, było 1:1. W sobotę tymczasem Jagiellonia przegrała w Zabrzu 1:2 z Górnikiem. Co istotne, Jagiellonia przestała prezentować miły dla oka futbol.

Słaba forma Legii

A teraz spójrzmy na sytuację drużyny, która najdłużej reprezentowała Polskę na arenie międzynarodowej w obecnym sezonie. Mowa oczywiście o Legii, która odpadła z Ligi Konferencji po porażce w Molde 2:3 i w Warszawie – 0:3. Oczywiście, jak to w Polsce bywa, częstą wymówką jest zmęczenie z racji konieczności pogodzenia rywalizacji w kraju i w Europie. Teraz już Legia nie będzie miała takiego usprawiedliwienia.

Od razu po powrocie na ligowe boiska legioniści wymęczyli zwycięstwo 1:0 w Chorzowie, a potem u siebie remis 1:1 z Puszczą Niepołomice. Wymowne, że Maciej Rosołek strzelił gola wyrównującego w 86. minucie, już w rundzie jesiennej oba zespoły, potentat i maluczki, podzieliły się punktami na stadionie Cracovii, gdzie drużyna z Małopolski rozgrywa domowe mecze.

Po remisie z Puszczą Legia zremisowała z przeciętną Koroną. Było dużo emocji, 3:3 w Kielcach. Piękny mecz, ale dla drużyny z Warszawy także, co tu dużo kryć, zawstydzający. Zespół z Łazienkowskiej w miniony weekend nie potrafił zmóc rywala z czołówki, czyli Pogoń Szczecin, która ostatnio prezentuje się dobrze. Było 1:1.

Patrząc na poczynania wyżej wymienionych drużyn, można odnieść wrażenie, że są to wyniki jak na jakiejś loterii. Zresztą o taką analogię swego czasu pokusił się już Rafał Stec z „Gazety Wyborcze”. To osobliwy fenomen Ekstraklasy. Gdzie indziej fani futbolu zastanawiają się, kiedy topowe drużyny w lidze stracą punkty, w Polsce interesuje nas, kiedy nie stracą.

Autor: Bartłomiej Najtkowski

Fot. PAP

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *