„Szogun” – mocna serialowa propozycja tej wiosny

szogun serial

Wśród zatrzęsienia serialowych propozycji warto zwrócić uwagę na propozycję platformy, która z produkcjami dla dorosłych raczej się nie kojarzy. „Shogun” od Disney + to wizualna i duchowa uczta, która zachwyci nie tylko zafascynowanych japońską kulturą.

Jest rok 1600. U wybrzeży jednej z japońskich wysp zostaje znaleziony europejski okręt, a w nim tajemniczy Anglik z resztką załogi. W tle rozpoczyna się brutalna walka pomiędzy władającą krajem Radą Regentów a jednym z jej członków, Lordem Toranagą. Tak rozpoczyna się niezwykła opowieść, którą właśnie po raz drugi przeniesiono na mały ekran. Ekranizacja epopei Jamesa Clavella „Szogun”.

Obsada serialu nie zawodzi

Choć powieść amerykańskiego twórcy została zekranizowana po raz drugi, pewnie niewielu dziś pamięta pierwszą próbę. Wówczas, w serialu z 1980 r., w rolę Anglika Johna Blackthorna wcielił się Richard Chamberlain, popularny ówczesny amant. W produkcji Disneya zastąpił go Cosmo Jarvis. Choć nie można odmówić mu pewnego uroku, to on, z rozbieganym wzrokiem i niskim, ochrypłym głosem chyba lepiej pasuje do roli nieokrzesanego przybysza.

Jarvisowi towarzyszy pochodząca z Nowej Zelandii Anna Sawai w roli tajemniczej tłumaczki Mariko. Lorda Toranagę odtwarza zaś Hiroyuki Sanada, znany z produkcji japońskich, ale też hollywoodzkich („Ostatni Samuraj”).

Trzeba powiedzieć, że aktorsko „Shogun” stoi na naprawdę wysokim poziomie. Zachowania bohaterów są zniuansowane, każdy z nich czymś się wyróżnia. Nawet pozornie mało istotne drugoplanowe postacie łatwo zapamiętać na długo. Między innymi dzięki temu możemy uwierzyć w ten jakże odległy nam świat. Znacznie przyczyniają się też do tego wspaniałe zdjęcia, za które odpowiadało aż czterech operatorów. Możemy cieszyć się pięknymi szerokimi ujęciami i podziwiać surowe piękno japońskiej natury, ale też dbałość o szczegóły dopracowana jest niemal do perfekcji.

Pomiędzy japońską kulturą a brutalną polityką

I choć mimo, że serial – siłą rzeczy – nie oddaje wszystkich niuansów powieści, możemy napawać się takimi scenami, jak pieczołowicie ukazany ceremoniał parzenia herbaty. I chyba właśnie w tych momentach, kiedy narracja nieco zwalnia, tkwi największa siła „Shoguna”. Wówczas możemy na chwilę zatopić się w zwyczajach kultywowanych przez stulecia w kraju kwitnącej wiśni, odsłonić rąbek tajemnicy bohaterów, poznać ich motywacje, tak różne od naszych, zachodnich.

Po drugiej stronie mamy do czynienia z twardą, brutalną polityką – znakomicie ukazaną przez Clavella walką o władzę między Toranagą i stojącym na czele Rady Regentów Ishido. Nie brakuje krwawych scen, z pewnością jest to produkcja przeznaczona dla osób dorosłych. Trzeba jednak dodać, że nie ma tu epatowania przemocą, kiedy nie jest to uzasadnione, kamera „odwraca wzrok”.

Cała intryga natomiast jest niezwykle wciągająca, budująca napięcie aż do finałowych odcinków. Toranaga jawi się jako genialny strateg, znakomicie odnajdujący się w relacjach międzyludzkich. Potrafi wykorzystać każdą sytuację, aby uzyskać upragniony cel. Nawet najtrudniejsze wydarzenia nie potrafią go złamać, wie, jak przekuć je w swoją siłę. U jego boku Blackthorne, mimo pewnej przemiany, wydaje się być wciąż mało rozumiejącym przybyszem. Ale może dzięki temu łatwiej jest nam, także jego oczami, docenić urodę tamtego świata: fascynującego, pięknego i brutalnego zarazem.

Bo „Shogun” to nie tylko świetna rozrywka, ale także doskonała okazja do poznania innego punktu widzenia na najważniejsze kwestie: życia i śmierci, miłości i wierności, radości i smutku. Oby takich produkcji nie zabrakło, bo pokazanie w przystępny sposób tak trudnej tematyki jest nie lada sztuką, a taka sztuka niewątpliwie twórcom serialu się udała.

Piotr Słyszyński

Fot. Canva

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *