Novy – gitary lejące metafizyką

Novy zespół
\"Novy

I jest w nas coś, co chce bardziej. Coś, co próbuje gnać jednak przed siebie, ale kotwice przeszłości trzymają się mocno i kradną teraz.

Muzyczna opowieść trzech braci: Andrzeja, Karola i Pawła Nowaków, ogłoszona urbi et orbi pod szyldem NOVY jest czymś takim, co przypomina kwiat z danej rośliny. Kwiat, który bez korzeni nie istnieje. Niekoniecznie jednak mu owe wyrastanie z przeszłości pasuje, bo jak widać dawne czasy ciążą i snują się jak welon.

Płyta „Początek” jest novym początkiem po latach, jak twierdzą dżentelmeni, którzy ongiś garażowali mocno undergroundowo, co też w słychać w każdym takcie. Chcąc nie chcąc melodyjnością swą dotykają duszy, która smakuje lepiej niż ciało. Rzec by można wręcz, iż owych 12 muzycznych obrazów paradoksalnie nie zmienia świata, ale subtelnie pokazuje jego inne oblicze. Jeszcze inne, co rzadko się dziś zdarza.

To raczej spojrzenie na siebie i swój świat przez okulary wczoraj, przez pryzmat tego, co było i zostało z dawien dawna tak, jak zapamiętuje się słowa, gesty i zapachy bliskie i dalekie. Dokładnie tak samo jak uczy się chodzić. Owe wczoraj, w muzyce NOVEGO, jawi się więc jako bagaż ludzkich doświadczeń, co w istocie brzmieć może jak truizm, a niektórzy sprawę tę zbanalizują, ale hola, hola wielce Szanowni Panowie Krytycy, bo wystarczy wsłuchać się w trzeci na płycie utwór „Między nami”, a zwłaszcza jego akustyczną wersję, by poczuć wizjonerstwo i próbę wyobrażenia sobie, czym tak naprawdę może być czas. Chyba nikt do tej pory tego nie próbował. A jest ci on jedynie wymyślonym przez nas metrum dla uporządkowania świata, a może nawet wszechświata. Słuchając go pojawia się pomruk zawijasu czasu rodem z filmu Christophera Nolana – „Interstellar”.

No i jest tak poetycko. I fajnie jest i też ascetycznie jest, urokliwie. Można też odnieść wrażenie, że tekściarz Andrzej, który wypielęgnował warstwę słowną albumu „Początek”, „za wszelką cenę chce dostać coś niewyobrażalnego”. Jakby chciał się wpisać w motto modernistów„ ale w duszy jest zawsze coś na dnie, co wśród użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda”. I dobrze! I odważnie! I tak trzeba, bo muzyka, która nic nie odkrywa i nie wnosi, nie staje się drogowskazem uczuć, nie jest muzyką, a tylko „zrobionym numerem”, jak to się dzisiaj mawia w naszym polskim mainstreamie zdominowanym przez targety, SEO, CEO, Life Streamy, lajki, udostępnienia, headquaters , gwiezdne wojny itp. a i tym niepodobne. I po co nam to, skoro nie ma w tym za grosz prawdy? Prawdy o nas samych teraz i tu. Tak, nasza wrażliwość się zmienia. I coś, co kiedyś tworzono dla cieniów, co mijało bezpowrotnie jak wszystkie poranki świata, zostawiając jednak ledwo widzialny ślad, dziś już nie jest wiele warte, bo nikt nie ma czasu na STOP. Klik, klik klik, rolka, pik.

Cóż… taki life. Muzyka NOVEGO jest dokładnie przeciwieństwem tegoż stanu.

Tu można się zadumać, zasilić energią iście metafizyczną pochodzącą z samych komór serca i nawet usłyszeć wewnętrzne kwilenie za tym, co było. Britpopowy „Pod powierzchnią” utwór mocno riffowy chce bardzo intensywnie przywołać temperaturę takich wspomnień, które z wielką siłą wyciągają słuchacza z otaczającej rzeczywistości i coś z nim robią takiego, że…”w języku żyjących nie ma na to głosu”. Albo „D” – dźwiękowe pytanie o kogoś, kto był i zniknął, ale czeka owinięty płaszczem żalu. Czeka cierpliwie tam, gdzie teraz jest. Wszak miłość cierpliwa jest. Zatem wśród tych 12 muzycznych impresji, dźwiękowych apostołów, słuchacze poczują się jak, mam nadzieję, na nieostatniej wieczerzy, pełnej cudów i tajemnic. Ja w to wchodzę.

Warto.

Autor: Łukasz Szymański

1 komentarz do “Novy – gitary lejące metafizyką”

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *