Kiedy rozum śpi

cyberbezpieczeństwo w sieci
\"\"

Istniejemy od zawsze. Od kiedy kręci się Ziemia, ba! nawet od wtedy, gdy Słońce wirowało wokół niej, zanim Kopernik zrobił z nim porządek na dobre. Wówczas to, nasze poznanie świata wepchnęło nas w przeklęte opozycje, w których tkwimy po dziś dzień. Dobro czy zło? Piekło czy niebo? Tak czy nie? Idę, nie idę. A każda wymieniona różni się od siebie w stu procentach. Nudne to trwanie i niezbyt kreatywne, zwłaszcza gdy na horyzoncie percepcji muzycznego świata pojawia się nuta, dźwięk, tekst, pomruk nowych znaczeń. I wreszcie coś się dzieje. Taka jest właśnie twórczość Oskara Mira.

Trzeci, czwarty, a może jeszcze inny wymiar?

Lada chwila ukaże się album „Orfeusz” złożony z części „Dzień” i „Noc”. Jednakże już dziś rąbka tajemnicy uchyla muzyczne dziełko „Kiedy rozum śpi”. Znana powszechnie rycina hiszpańskiego malarza Francisca Goi „Kiedy rozum śpi, budzą się demony” zdaje się inspirować Oskara tak intensywnie, że gdzieś w gąszczu subtelnych elektronicznych dźwięków spod znaku rave i techno, okraszonych zaiste dobrym, wręcz teatralnym słowem, wytrawne ucho poszuka sensu, nad którym niewielu się zastanawia. Czy jest coś jeszcze w naszym widzeniu świata, co wykracza poza granice racjonalnego poznania? Czy jest jakieś trzeci, czwarty, a może inny wybór, całkiem inny od banalnego?

Ambitna deklaracja twórczości

Na koncertach, które są dla mnie najważniejszym przejawem twórczości, chciałbym, żebyśmy wszyscy czuli, że przeżywamy życie na 100%\” – twierdzi Oskar. To ambitna deklaracja, de facto nie każdego w rodzimym show-biznesie, stanowi firmowy znak artysty, który na swym albumie przemierza las znaczeń i symboli od antyku po dziś. Dzieje się to odważnie i bezkompromisowo. Warto dodać, iż czuć tu rozległą, humanistyczną wiedzę o ludziach, ich przyzwyczajeniach, żądzach, smutkach i radościach. Wreszcie o tym co ich owija, oplata, zniewala.

\"\"

Współczesny Orfeusz

Ta muzyczna eskapada przywodzi na myśl los mitycznego Orfeusza, co dla miłości swej Eurydyki, nie bacząc na nic z podniesionym czołem, wkracza do Tartaru, by okiełznać zło pieśnią swej dziewięciostrunnej liry. Jak wiadomo, pieśń ta zachwyca wszystkich mieszkańców podziemi. Idąc tropem owej mitycznej metafory, jako słuchacz chce się być i zaiste staje się, choć przez chwilę przewoźnikiem Charonem, strażnikiem Cerberem, złowrogą Erynią czy Persefoną. Wszyscy wymienieni są bowiem namiastką ludzkości ciągle więzionej w opozycjach ugruntowanych w naszej naturze niestety trwale. Twórczość Oskara Mira zapowiada intelektualną ucztę znaczeń, która zostawia ślad na długo. O ile nie na wieki.

Autor: Łukasz Szymański

Fot. Canva


Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *