Absurdy w polskim sporcie

kolarstwo

Wojciech Pszczolarski z goryczą opisuje smutne realia panujące w polskim kolarstwie. Zarzuty można rozciągnąć też na inne dyscypliny. Warto zastanowić się, co doprowadziło do tak złej sytuacji.

Na początku zacytujmy cały wpis Pszczolarskiego, do którego będziemy się odnosić dzięki opinii naszego eksperta:

Oprócz sprintu drużynowego, na igrzyskach zabraknie także polskiej pary w męskim madisonie…

Choć dla mnie było to już pewne w momencie gdy dostałem informację, że nie będzie wyjazdu na Puchar Narodów do Hong Kongu, to dziś oficjalnie już można to potwierdzić. Mimo naszych starań, chęci, poświęceń, szczególnie przez ostatnie 2 lata, to nie było nam dane walczyć do ostatnich rund o Igrzyska Olimpijskie w Paryżu.

Jak nie trener bez chęci, bez planu, bez pomysłu, bez profesjonalizmu, czy też po prostu bez jaj w pierwszym roku kwalifikacji, to w drugim roku brak finansowania, wstrzymanie szkolenia, brak możliwości przygotowań i wyjazdów na ostatnie puchary dające punkty do rankingu olimpijskiego. Tak to w skrócie wyglądało…

PS. … i nie kopcie nas kolarzy (szosa, tor, MTB, BMX) za marną liczbę kwalifikacji w kolarskiej dyscyplinie, która daje w sumie, aż 22 komplety medali, bo „z pustego to i Salomon nie naleje”, a my jesteśmy tylko pionkami w tej grze, choć i tak staramy się zrobić coś z niczego. Jeśli klimat w polskim kolarstwie się nie zmieni, to za cztery lata w Los Angeles będzie „nas” jeszcze mniej 🙌„.

Fatalna ustawa

Wojciech Nowakowski, multidyscyplinarny dziennikarz – wolny strzelec, pokusił się o ciekawy, wnikliwy komentarz. Przytaczamy poniżej jego najważniejsze przemyślenia.

Dziennikarz wraca do regulacji prawnych, które dały ogromną władzę związkom sportowym :

Żeby znaleźć prawdziwą przyczynę, pierwotną, a nie wtórne, należy cofnąć się do roku 2010. Konkretnie do 25 czerwca 2010. Tego dnia między godziną 9:10 a 9:23 odbyło się 16 głosowań dotyczących 21 poprawek Senatu do procedowanej ustawy o sporcie. Po zakończeniu ostatniego ustawa trafiła na biurko prezydenta – wówczas jego obowiązki pełnił Marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski. 5 lipca 2010 roku – tego samego dnia, gdy zwycięstwo Komorowskiego w wyborach prezydenckich zostało zatwierdzone uchwałą Państwowej Komisji Wyborczej, jako p.o. Prezydenta złożył on podpis pod ustawą o sporcie.

Ustawa ta w art. 13 ust. 1 przyznaje polskim związkom sportowym monopol (językiem prawniczym nazwany „wyłącznym prawem”) do m.in. „powołania kadry narodowej oraz przygotowania jej do igrzysk olimpijskich, igrzysk paraolimpijskich, igrzysk głuchych, mistrzostw świata lub mistrzostw Europy” (pkt. 3).

Ucierpieli karatecy

Dziennikarz podaje liczne przykłady negatywnych zmian, w tym chociażby w karate:

Z pozoru logiczny przepis polski sport odczuł boleśnie w 2018 roku, kiedy Polski Związek Karate został wykluczony ze światowej federacji, co w myśl art. 12b ustawy o sporcie oznaczało utratę przez niego statusu polskiego związku sportowego. Tym bardziej, że przyjęto wówczas do struktur światowych Polską Unię Karate. Wydawałoby się, że nastąpi szybka zamiana.

Otóż nie – ze względu na to, że wykreślenie z wykazu pzs-ów następuje w drodze decyzji, a to, co strona zainteresowana może z nią zrobić opisuje szerzej kodeks postępowania administracyjnego – polskie karate w tym jednym w historii momencie, gdy dyscyplina ta była w programie olimpijskim – ba, mieliśmy w tym czasie mistrzynię świata, Dorotę Banaszczyk – była pozbawiona publicznego dofinansowania. PUK stała się polskim związkiem sportowym dopiero wiosną 2022 roku, po igrzyskach w Tokio, już jako sport nieolimpijski.

Czarne chmury nad curlingiem

Zdaniem eksperta fatalnie rzecz się miała również w przypadku curlingu:

Już wtedy toczyło się postępowanie dotyczące najbardziej patologicznego polskiego związku sportowego – Polskiego Związku Curlingu. Po nieudolnej próbie przejęcia władzy w nim przez partyjnych kolegów, Andrzeja Jaworskiego i Huberta Grzegorczyka, minister Witold Bańka w jednym z ostatnich dni swojego urzędowania, jesienią 2019 roku złożył podpis pod wnioskiem do sądu o likwidację PZC.

Dochodziło do zawieszeń i wykluczeń, polscy curlerzy byli w kropce:

Równolegle światowa federacja najpierw zawieszała, potem wykluczała PZC ze swoich struktur. Pomijając już fakt, że Polski Związek Karate i Polski Związek Curlingu łączy osoba Macieja Sokołowskiego, prezesa obu w momencie wykluczania, sytuacja wyglądała podobnie – wykorzystywano tę samą ścieżkę zawartą w kpa co do decyzji o wykreśleniu z wykazu polskich związków sportowych. Niestety, różne inne zawirowania, w tym nieudolnie stworzony przez ustawodawców w 2010 roku przepis o „utworzeniu” zamiast „przekształceniu” w polski związek sportowy potraktowany literalnie przez referendarza sądowego w sprawie wniosku Polskiej Federacji Klubów Curlingowych sprawił, że dziś curling jest obecnie jedyną dyscypliną olimpijską, w której nie funkcjonuje polski związek sportowy.

Porównanie sytuacji kolarzy i curlerów

Wojciech Nowakowski zestawił sytuacje polskich kolarzy i curlerów:

Sytuacja kolarstwa przez lata była o tyle „dobra”, że mając byle jaki, dysfunkcyjny Polski Związek Kolarski, nie był on do tego stopnia patologiczny jak PZC, które nie odcięte od dofinansowań publicznych nie szukało nawet „by-passa”, jaki miało kolarstwo przez lata – finansowanie poprzez PKOl lub inne związki sportowe.

Wspomniałem o wniosku o likwidację. Pomijając tolerowane przez lata wątpliwości co do legalności wyboru władz PZC, najsolidniejszą podstawą prawną wniosku ministra sportu było wieloletnie nieskładanie do ministerstwa sprawozdań finansowych, do czego pzs-y zobowiązuje art. 9 ust. 7 i 8 ustawy o sporcie. Brzmi znajomo? Oczywiście – ten sam przepis jest od wielu lat łamany przez PZKol. Dlaczego zatem wszyscy kolejni ministrowie – może nie Bańka, bo to było dość wcześnie, ale kolejno: Dmowska, Gliński, Bortniczuk, znów Dmowska i teraz Nitras – dlaczego żaden z nich do dziś nie sięgnął po środki nadzoru określone w art. 22 i 23 ustawy o sporcie? Wśród nich jest wniosek do sądu o likwidację „jeżeli jego działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem lub statutem”.

Mimo że w kolarstwie Polska odnosiła sukcesy i miała dobrych zawodników, zarządzanie federacją przyprawiało o zawrót głowy:

W przeciwieństwie do curlingu, kolarstwa przez lata było trochę żal. Sukcesy na szosie: Majka, Kwiatkowski, Niewiadoma; w MTB Włoszczowska, torowcy w różnych konkurencjach… Zakładając jednak, że PZKol mając świadomość, że z długów nie wyjdzie – a przynajmniej będzie to bardzo trudne – nie robiłby problemów i nie wykorzystywałby ścieżki, którą swą agonię przedłużały PZK i PZC, już kilka lat temu można było dobrze przygotować przejęcie obowiązków pzs-u przez nową organizację.

Zastrzeżenia do działań parlamentarzystów

Wojciech Nowakowski pyta retorycznie:

Co mamy myśleć o ministrze Sławomirze Nitrasie i jego podwładnych w Ministerstwie Sportu i Turystyki, którzy najwyraźniej zauważają ułomność ustawy o sporcie w tym punkcie, którzy doskonale znają sytuację curlingu, a jednocześnie stosują tylko rozwiązanie ad hoc (w dodatku tylko wobec kolarstwa, curling przy tym konsekwentnie pomijając), a nie wprowadzają ewidentnie potrzebnej po raz wtóry zmiany w ustawie o sporcie, choć projekt nowelizacji jest już procedowany?

Dziennikarz zwraca uwagę na opieszałość osób decyzyjnych w państwie:

I wreszcie – co mamy myśleć o tych, na których wybór do organów władzy ustawodawczej mamy wpływ? Co myśleć o tych wszystkich posłach, którzy w Sejmie, a nawet konkretnie – w sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, są od czasów problemów karateków w 2018, którzy przez lata śledzili sytuację curlingu, którzy przez lata śledzili sytuację w kolarstwie – bo przecież dyscypliny te trafiały na tapet Komisji wielokrotnie tylko w poprzedniej kadencji (2019-2023), jak i wcześniej.

W kadencji 2019-2023, przez cztery lata, niemal 50 miesięcy, do Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki trafiło zaledwie 8 (słownie: osiem) projektów ustaw – w tym dwa o zmianie ustawy o sporcie. Żaden z nich nie dotyczył tej zmiany, która dziś jest tak pilnie potrzebna, że obchodzi się ją „na szybko” niesamowicie bezczelnym, prawnym fikołkiem. Jak się okazuje – świat nie wali się w posadach z tego powodu, że pieniądze trafiają do sportowców nie poprzez polski związek sportowy, tylko inną organizację.

Czy Państwo Posłowie, wybrańcy Narodu, przedstawiciele władzy ustawodawczej zasiadający w KFS w kadencji IX i X bądź w kierownictwie ministerstwa „właściwego do spraw kultury fizycznej” mają coś na obronę swojego „nieustawodawstwa” w sprawie, która dotyka już trzecią dyscyplinę (a minister Nitras wspomina coś powoli o problemach hokeja na lodzie)?

Bartłomiej Najtkowski

Fot. Canva

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *