Syndrom oblężonej twierdzy

Jerzy Brzęczek był „niekochany”, Czesław Michniewicz miał poczucie, że jest z każdej strony atakowany przez bezlitosne media, a Michał Probierz podchwycił tę typową dla selekcjonerów reprezentacji Polski narrację – on uważa, że hejt dotyka kadrę.

O ile Brzęczek był rzeczywiście mocno krytykowany chociażby za mało atrakcyjny styl reprezentacji, którą prowadził kilka lat temu, a Michniewiczowi dostawało się głównie za mroczną przeszłość (powiązania z hersztem sędziowskiej mafii, Ryszardem F., znanym szerzej pod pseudonimem „Fryzjer), to Probierz w zasadzie nie ma powodów, by się skarżyć na negatywny odbiór ze strony opinii publicznej.

Szydera mogła dotknąć głównie Bednarka

Owszem, taka jest specyfika mediów społecznościowych, że dominują w nich kpiny, drwiny, szydera i czasami nawet żarty istotnie niskich lotów, natomiast do tego można przywyknąć i nie ma sensu się obrażać. Owszem, bywało, że jeden piłkarz zespołu Probierza był wyśmiewany w ostatnim czasie. Mowa o Janie Bednarku, któremu dostawało się za nieudane występy w drużynie narodowej.

On jest na cenzurowanym po blamażu biało-czerwonych w Kiszynowie, gdzie do przerwy było 2:0 dla drużyny prowadzonej przez Fernando Santosa, a ostatecznie w drugiej połowie to piłkarze z Mołdawii strzelili trzy gole i odnieśli zwycięstwo. Wtedy Bednarek stwierdził:

Myśleliśmy, że zostało 45 minut i jedziemy na wakacje – te słowa oburzyły kibiców i od tej pory ciągnie się za środkowym obrońcą naszej reprezentacji tamta nieszczęsna wypowiedź.

Obojętność kibiców przed EURO

Tak czy inaczej, ponieważ reprezentacja Polski, mówiąc delikatnie, nie rozpieszcza kibiców swoją grą, trudno być optymistą przed EURO w Niemczech. Tym bardziej że nasi piłkarze trafili do mocnej grupy z Francją i Holandią, drużynami z czołówki, a nawet Austria, która jest trzecim rywalem, poczyniła ogromny postęp i jest więcej niż solidną ekipą.

To oznacza, że Polacy mogą jedynie sprawić ogromną niespodziankę, wychodząc z grupy. Oczekiwania wobec nich nie są duże. Wydaje się, że balonik nie jest pompowany, a kadra wręcz zobojętniała Polakom. Tymczasem Michał Probierz jest innego zdania, czemu dał wyraz w swojej zaskakującej retoryce.

Na koniec wyjaśnijmy, czym jest ów tytułowy „syndrom oblężonej twierdzy”. Podajemy definicję za wsjp.pl (Wielki słownik języka polskiego):

Nieuzasadnione poczucie zagrożenia w jakiejś społeczności, która jednoczy się wobec wyimaginowanego wroga

Bartłomiej Najtkowski

Fot: Łukasz Grochala/Cyfrasport/newspix.pl

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *