Słowa rzucane na wiatr

W środę w social mediach krążyły filmiki pokazujące, jak kolejne osobistości związane z FC Barceloną wchodzą do domu prezesa Joana Laporty. Były zwroty akcji. Początkowo twierdzono, że Xavi Hernandez nie będzie w kolejnym sezonie pracował w klubie z Katalonii. Powód? Nie chciał zgodzić się na zmiany w sztabie szkoleniowym. Dziś ogłoszono oficjalną decyzję: Xavi zostaje do lata 2025 roku, ma wypełnić kontrakt.

Okoliczności się zmieniły. Myślę, że ten projekt nie jest jeszcze skończony i jestem o tym wręcz przekonany. Będę to kontynuował i nie będzie już takich sytuacji jak do tej pory. Moje zaangażowanie pozostaje nienaruszone. To się więcej nie powtórzy. Jest to mieszanina powodów, które każą mi kontynuować tę walkę. Podjąłem tę decyzję dla dobra klubu. Znam to środowisko i mam nadzieję, że ten projekt okaże się zwycięski – oświadczył mocno kwestionowany trener (tłumaczenie sport.pl).

Xavi był kategoryczny

27 stycznia Barcelona przegrała u siebie z Villarrealem po kuriozalnym meczu 3:5. Zespół, który w poprzednim sezonie imponował skutecznością w obronie, dał się wychłostać ekipie prowadzonej przez Marcelino. Czara goryczy się przelała. Trener, a przed laty znakomity pomocnik Barcy – Xavi Hernandez ogłosił, że po sezonie odchodzi dla dobra wszystkich. W kolejnych tygodniach trzymał się tej narracji.

Co więcej, gdy ruszyły spekulacje, że być może po odejściu z Barcy przejmie stery w Ajaksie Amsterdam, Xavi kategorycznie to dementował. Powtarzał, że musi odpocząć.

Porażki z PSG i Realem

Tymczasem, choć w ostatnich dniach Barcelona w zasadzie przegrała wszystko, a ten sezon można uznać już za krańcowo nieudany, Xavi ma kontynuować swoją misję. Co ciekawe, gdy obecny trener ogłosił, że odchodzi, drużyna nagle złapała wiatr w żagle i zaczęła się jej zwycięska seria. Tydzień temu we wtorek jednak Barca przegrała u siebie 1:4 z PSG i odpadła z Ligi Mistrzów, a w niedzielę pokonał ją Real Madryt 3:2.

Dla Królewskich oznacza to w istocie przypieczętowanie mistrzostwa, natomiast dla Barcy taki wynik jest równoznaczny z tym, że zespół zostanie z niczym na mecie rozgrywek.

Same kłopoty

Tymczasem po „czarnym tygodniu” nadeszły sensacyjne wieści. Okazało się, że Barcelona w tej chwili nie ma siły perswazji i najpewniej możliwości finansowych, by zachęcić do podjęcia pracy w klubie trenera z międzynarodową renomą. Odpadnięcie z Champions League na etapie ćwierćfinału ma daleko idące reperkusje: utrata minimum 50 mln za udział w nowych klubowych mistrzostwach świata to duży cios (Hiszpanię w tych zmaganiach będą reprezentować madryckie kluby: Atletico i Real).

Do tego dochodzą limit płac zredukowany przez restrykcyjne, wyczulone na punkcie finansowego fair play władze LaLiga i kominy płacowe, takich piłkarzy jak Robert Lewandowski czy Frenkie de Jong, którzy w tym sezonie grają zdecydowanie poniżej oczekiwań.

Flick niedostępny dla Barcy?

Wobec tego coraz mniej prawdopodobny stał się angaż Hansiego Flicka, który prowadził dotąd z sukcesami Bayern Monachium. Robert Lewandowski znakomicie zna tego niemieckiego trenera, bo razem sięgali po ostateczny triumf w Lidze Mistrzów w „pandemicznym” sezonie. Flick sparzył się za to w niemieckiej kadrze, ale ma opinię fachowca najwyższej klasy.

W każdym razie temat jego zatrudnienia nagle ucichł i w przestrzeni publicznej padało już tylko jedno nazwisko: Rafy Marqueza, byłego piłkarza Barcelony, obecnie trenera rezerw. Szału to nie robi. Niemniej ktoś powie: ważne są zasady. Xavi zarzekał się, że odejdzie, że zrobi to dla dobra drużyny. Nie ukrywał, że jest już zmęczony presją, jaka wywierana jest na Barcę, co rzeczywiście jest prawdą. Ale teraz jak gdyby nigdy nic uznał, że może dalej być trenerem. Stracił wiarygodność.

Wcześniej inny legendarny gracz Barcy sprzed lat, Ronald Koeman, naraził się kibicom. Stworzył syndrom oblężonej twierdzy, publicznie potrafił spostponować własnych piłkarzy, był toksyczny. Odszedł w niemiłej atmosferze. Xavi także psuje swój wizerunek.

Nieprawdy Laporty

A prezes Joan Laporta, który po meczu z Villarrealem, o którym wspominaliśmy na początku, stwierdził, że gdyby to nie był Xavi, czyli legendarny piłkarz sprzed lat, to już zmieniłby trenera, lubi rzucać słowa na wiatr. Kiedyś zapewniał opinię publiczną, że w Barcelonie nie ma sezonów przejściowych, że tam zawsze gra idzie o trofea i niewygrywanie spotkań będzie miało swoje konsekwencje. No cóż, ładnie to brzmi, ale te słowa nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości.

W końcowych fragmentach niedzielnego El Clasico fani Realu zebrani na Santiago Bernabeu krzyczeli: „Xavi quedate”. Ironicznie zachęcali trenera Barcelony, by został na stanowisku. Chyba nikt nie sądził, że Xavi sprawi im taką niespodziankę…

Bartłomiej Najtkowski

Fot: PAP

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *