Rak przychodzi w kapciach

nowotwór płaskonabłonkowy
\"nowotwór

Movember, czyli wąsopad to światowa akcja społeczna mająca zwrócić uwagę na męskie zdrowie i zachęcić do profilaktyki nowotworów narządów moczowo-płciowych – już za nami! Nie oznacza to jednak, że zwracać uwagę na tę problematykę mamy tylko w jednym miesiącu w roku. Temat jest aktualny cały czas, a nawet z każdym dniem nabiera na aktualności, ponieważ wzrost przypadków zachorowań na nowotwory rośnie w zastraszającym tempie.

O znaczeniu profilaktyki

Nazwa międzynarodowej inicjatywy powstała z połączenia wyrazów: moustache – wąsy i november – listopad. Nie oznacza to jednak, że akcja ma iść w zapomnienie z racji tego, że listopad już za nami. Temat był, jest i niestety wciąż będzie aktualny – z racji coraz większej liczby zachorowań na nowotwory. W uświadamianie panów angażują się lekarze oraz społecznicy, którzy często mają za sobą chorobę nowotworową i z osobistych przeżyć czerpią bogatą wiedzę na jej temat.

Akcja w różnej formie przypomina, że wykrycie raka we wczesnym stadium stwarza bardzo duże szanse na całkowite wyleczenie. Choć temat wydaje się oczywisty, dziwi to, że co roku trzeba do niego powracać i zachęcać brzydszą płeć do wizyty u specjalisty. Wydawać by się mogło, że silni fizycznie, także psychicznie, mężczyźni nie powinni mieć lęku przed poddaniem się badaniom. Tak jednak nie jest. Raczej nie można zrzucić tego na karb braku świadomości. Czytelne objawy choroby często występują na tyle późno, że walka o życie staje się przysłowiowym zdobywaniem Himalajów. Nowotwór nierzadko „przychodzi w kapciach”, człowiek czuje się fantastycznie, pracuje, cieszy życiem, planuje przyszłość, aż tu nagle okazuje się, że ON jest. Wiele osób z powodu tej „podstępności”, nie jest przygotowanych na natychmiastowe rozpoczęcie ciężkiego i bywa, że długiego leczenia. Po usłyszeniu diagnozy wpadają w panikę. A przecież można tego uniknąć.

Moja historia

O tym, że ON pojawia się nagle sam wiem najlepiej. Przez trzydzieści lat poprzedzających diagnozę nie brałem żadnych pigułek, bardzo sporadycznie miewałem lekki i krótkotrwały kaszel, katar, ból głowy lub gardła. Sypiałem dobrze i wystarczająco długo. Byłem bardzo aktywny, dużo spacerowałem i na miarę swojego wieku uprawiałem sport.

Jadałem regularnie, starałem się odżywiać zdrowo, włączałem do diety to, co jest zalecane, by zapobiec chorobom – owoce i warzywa, w tym często cebulę i czosnek. Zero śmieciowego jedzenia, nie paliłem papierosów. Nie mam obciążenia genetycznego, pochodzę z bardzo żywotnej rodziny, jedna babcia dożyła 101 lat, druga 93. Aż tu nagle okazało się, że mam raka i to w „wersji” złośliwej. Niechętnie w gronie znajomych rozmawia się o raku, tym bardziej nie planuje badań.

Obawy wycisza myśl „mnie nie dotknie”. Czujność uspokajają coraz to nowe odkrycia w dziedzinie medycyny i leczeniu nowotworów. Stale się o nich słyszy. Ponadto ludzie ciągle są bombardowani „rewelacjami” z Internetu, że to lub tamto warzywo, owoc czy przyprawa zapobiega tej chorobie. Nie brakuje też zachęt do sięgnięcia po cudowne instrumenty, jak stosowanie różnych procedur, kuracji, picie samodzielnie wykonanych mikstur, które rzekomo mają ustrzec przed zachorowaniem. Czy nie powinno zastanawiać, dlaczego rośnie liczba chorych, skoro jest tak dobrze i tyle już wiadomo? Mój apel brzmi: oswajajmy się z chorobą. Starajmy się wiedzieć jak najwięcej. Żyjmy dniem powszednim, pielęgnujmy w sobie optymizm, dbajmy o zdrowie, cieszmy życiem, ale też nie odrzucajmy myśli, że i nas choroba może dotknąć.

Kluczem jest dobre nastawienie

Wiem, że nie jest to łatwe. Cieszyć się życiem i myśleć o chorobie? To tak jak łączyć wodę z ogniem. Starajmy się jednak czasem dla własnego dobra szukać tak zwanego złotego środka. Po co? Rak to nie wyrok, ale zwycięska walka z tak trudnym „przeciwnikiem” zależy od mądrych posunięć, w mojej ocenie nie opartych wyłącznie na metodach, jakimi jest „zalany” Internet. Niekiedy trafiamy na mądre rady, ale często ktoś propaguje szarlatańskie metody. Za porady zamieszczane na różnego rodzaju blogach czy portalach społecznościowych nie ponosi się odpowiedzialności. Autorzy wychodzą przecież z założenia, i słusznie zresztą, że każdy kieruje się własnym rozumem.

Z nowotworami jest jak z efektem cieplarnianym. Wielu widzi, że są zmiany klimatyczne: potężne ulewy i wielkie powodzie, ogromne upały, niosące spustoszenie wichury, ale nieliczni coś robią, żeby zahamować unicestwianie naszej planety. Podobnie jest z rakiem. Rośnie liczba zachorowań, ale temat nadal jest bardzo abstrakcyjny. Podsumowując, chcę przypomnieć Państwu, że nie jesteśmy z „żelaza”, a choroba może pojawić się u każdego, nawet bez wyraźniej przyczyny. Warto więc czytać, słuchać porad lekarskich, a przede wszystkim badać się.

Mirosław Sznajder
Autor w roku 2013 miał zdiagnozowany nowotwór płaskonabłonkowy migdałka prawego i podstawy języka.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *