„Nie jestem po to, aby mnie kochali”

Janusz Korczak to autorytet w dziedzinie dziecięcego świata, wychowania i moralności dotykającej świata najmłodszych, którym powinni być wszyscy dorośli bez wyjątku. W idealnym świecie, którego nie będzie. Ale to, co w nim złe może zostać stłumione przez większość odruchów serca.

Eksperci od dzieciństwa

W zasadzie Korczak przekonywał, że dzieci są ekspertami w dziedzinie dzieciństwa. Jest to zrozumiałe. W końcu doświadczają go na co dzień. Są w centrum doświadczeń świata dziecięcego Powinniśmy więcej uczyć się od nich, czym jest dzieciństwo, a w każdej epoce wygląda ono inaczej. Współczesny świat oferuje dziecku wiele cierpienia. Mamy dobrze udokumentowane przypadki takich sytuacji, ale nie zawsze o nich wiemy. Świat od zawsze opierał się na walce ideologii i konfliktu.

Przypominanie o podstawowych wartościach

Korczak wskazywał, że będąc pedagogami nie my mamy być w centrum uwagi, nie my mamy domagać się podziwu i miłości. Powinniśmy kierować te idee do świata, otaczać nimi dzieci, które najbardziej potrzebują troski, wsparcia, aby móc prawidłowo się rozwijać.

Obecnie rzeczywistość jest taka, że należy stale przypominać podstawowe zasady i wartości. Wmawia się nam, że jesteśmy indywidualistami, którzy mogą robić, co chcą, czerpać maksymalnie z życia. Z drugiej zaś strony, przypomina się, że świat nie wytrzymuje tej ekspansji człowieka. Musimy się ograniczać, bo naruszamy równowagę naturalną. A moralną? A swoją kondycję psychiczną? Tylko psychiczną, o której tyle się mówi? Człowiek to coś więcej. Aktualnie kultura nierzadko spłyca rzeczywistość. Mówi się dużo o tym, co psychiczne. To redukcja koncepcji człowieka. W poprzednich epokach w tej refleksji było nas stać na dużo więcej. Co jakiś czas wpadamy w ciemne zaułki rzeczywistości, etapy przejściowe, z których klaruje się coś więcej. Jesteśmy tacy pogubieni, zagmatwani. Wszystko zdaje się nam trudne, a prawdy życia są proste, klarowane. Mętne są techniki manipulacji, których się uczymy, by przetrwać. Aby zyskać, przewagę itd. Niestety, współczesność podejmuje wielki projekt wychowania człowieka przez całe życie, ale na swój obraz i podobieństwo. Liczy się to, co tu i teraz, bo jutra może nie być. Mocarstwa i nawet mniejsze państewka straszą się bronią atomową. Kiedy jest czas, żeby zastanowić się nad tym, dokąd zmierzamy? Skoro wokół tyle wojen, wkroczyliśmy w epokę przedwojenną, bo jest tak wiele konfliktów na świecie. Kiedy będzie czas na to, byśmy sobie nie mącili i tak pozornego spokoju i zastanowili się, co jest w nas, kiedy się zatrzymamy? Po co tak przemy przed siebie, skoro mamy jedno życie w tym świecie, to obecne? To jest wszystko, co mamy. Tutaj zamykamy się w tym, czym jesteśmy i gdzieś kiedyś może narodzimy się raz jeszcze, w zależności, w co kto wierzy. Niemniej silnie wierzę, jak Halina Birenbaum, że każde życie jest silniejsze niż jakakolwiek śmierć.

Co zostanie innym ze świata…

Chciałoby się zostawić w tym świecie to, co pobudza do rozwoju, lepszy świat dla kolejnych pokoleń, ale dziś świat pcha się na krawędzie, znowu. Przed II wojną światową mieliśmy analogiczną sytuację. Ten niepokój, wyczekiwanie, gdzie wybuchnie kolejny konflikt i czy będzie globalny. Zdaje się, że niewiele możemy w obecnym uśpieniu, żeby zatrzymać szaleństwa wojny. Są tylko podsycane. W tym wszystkim recepta jest jedna – zacząć myśleć inaczej, że są jednostki, które bardziej niż ja potrzebują miłości, oparcia, bardziej niż ja potrzebują dóbr, do których ślepo dążę, nie zastanawiając się, po co mi to w zasadzie… Jaki świat zostawimy dzieciom? Kolejny raz po wojnie, by nie miały szans się wykształcić? Może spalone zostaną znowu liczne biblioteki. Może zaczniemy od wyniszczenia naszej cywilizacji i ludzie wrócą do epoki, gdzie jest mało wiedzy… Wszystko może się zdarzyć w epoce atomowego terroru, ale póki co…

Póki co… pielęgnowanie optymizmu

Pocieszmy się światem, naszym, jaki jest do życia. Przeczytajmy dobrą książkę, wyjdźmy na spacer do parku, pooglądajmy cuda wiosny. Zastanówmy się, czy nie warto chcieć mniej, aby wszyscy mieli bardziej równo i by poskromić w sobie samym imperatora, kolonizatora dóbr. Zróbmy coś dobrego dla kogoś. Wystarczy uśmiech, żeby zainwestować w inne życie, uwierzyć w nie, że ma sens i prawo rozwijać się jak najlepiej i że dla każdego wystarczy miejsca, a zagraża nam tylko pycha czy absurd naszych przesadzonych wymagań do siebie, innych, do świata.

Katarzyna Lisowska

Fot: YouTube.com

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *