Muzykoterapia: cudowne właściwości dźwięków

Nie od dziś wiadomo, że poszczególne dźwięki, z których składa się muzyka mogą wpływać na nas kojąco. Od lat prowadzone są terapie dla dzieci i dorosłych z wykorzystaniem różnych tonów. W naszym kraju są one coraz bardziej popularne. Jak zatem dźwięki wpływają na naszą psychikę?

Terapia dźwiękiem wykorzystuje fizyczne właściwości fal akustycznych. Rozchodzą się one w organizmach żywych, które składają się w przybliżeniu z 70% z wody. Dźwięk emitowany jest przez różne urządzenia i odbierany na dwa sposoby – przez kanał słuchowy lub wibracje ciała. Gdy słuchamy melodii, która jest dla nas przyjemna, automatycznie czujemy się zrelaksowani, dzięki czemu odpoczywamy. Tak samo dzieje się w przypadku wibroterapii, gdy odgłos bicia w gong rezonuje z naszym ciałem. Dochodzi wtedy do swego rodzaju masażu narządów wewnętrznych.

Muzykoterapia, czyli terapia dźwiękiem

Terapia dźwiękowa bywa dość często nazywana także muzykoterapią komórkową. Liczne badania naukowe udowodniły, że jest ona bardzo korzystna dla ciała i psychiki ludzkiej. Taka forma muzykoterapii jest zaliczana do naturalnych metod leczenia wielu schorzeń. Warto jednak pamiętać, że pełni ona wyłącznie rolę pomocniczą. Nie może zastąpić leczenia konwencjonalnego, zwłaszcza przy bardzo poważnych zaburzeniach psychiatrycznych.

Za ojca terapii dźwiękiem uznaje się Petera Hessa, niemieckiego fizyka. W latach 70. XX wieku wprowadził on to pojęcie do słownika naturalnej medycyny.  Przez lata propagował wiedzę na temat zastosowania fal akustycznych i wibracji w pedagogice (również w przedszkolnej) i psychoterapii. Metoda Hessa stosowana jest do dziś, a liczba publikacji naukowych na ten temat stale rośnie.

Zgodnie z założeniem Hessa, wibracja dźwiękowa to swego rodzaju masaż, który sprawia, że narządy wewnętrzne zaczynają drgać. Do tego typu zabiegu wykorzystuje się dzwonki, misy tybetańskie i gongi. Średni czas sesji to około 45 minut.

Rodzaje terapii dźwiękiem

Obecnie istnieje wiele rodzajów terapii dźwiękiem. Ich wybór uzależniony jest przede wszystkim od dostępnego sprzętu. Dziś największą popularnością cieszą się misy tybetańskie. Zwolennicy tej metody uważają, że redukuje ona stres, relaksuje, pomaga oczyścić organizm z toksyn i wspomaga krążenie krwi. Uważa się, że dźwięki o tej wibracji poprawiają jakość snu i pomagają uporządkować myśli. Jak na razie jednak nie są to potwierdzone naukowo informacje. Według tradycji każdy wykorzystany do muzykoterapii sprzęt musi pochodzić z określonego miejsca. Większość z nich sprowadzanych jest z Nepalu.

Poza misami grającymi, do tego typu terapii dość często wykorzystuje się kamertony. Pozwalają one dobrze nastroić instrumenty muzyczne. W takim przypadku bardzo ważna jest wielkość i częstotliwość kamertonu. Powinien on być on ściśle dostosowany do rodzaju schorzenia.

Kto powinien skorzystać z terapii?

Muzykoterapia skierowana jest szczególnie do osób:

  • przemęczonych
  • zestresowanych
  • cierpiących na bezsenność, nerwicę i stany lękowe
  • mających problemy z krążeniem
  • skarżących się na migreny

Kto może zostać terapeutą?

Osoba, która chce prowadzić terapię dźwiękiem, musi przejść odpowiedni kurs lub szkolenie. Każdy uczestnik powinien mieć bardzo rozległą wiedzę praktyczną, jak i teoretyczną. Terapeuta musi także posiadać pewne przymioty psychiczne, na przykład być wrażliwym na piękno i mieć poczucie rytmu. Ważne jest, by poznał zasady bezpiecznego używania gongów, mis czy innych instrumentów. Wykwalifikowany terapeuta to przede wszystkim taki, który potrafi znaleźć problem. Może go odnaleźć w tzw. dysharmonii komórkowej. Równowagę przywraca za pomocą fal wibracji akustycznych.

Warto wiedzieć, że wybierając w przyszłości drogę do uzyskania tytułu tego typu terapeuty, trzeba przejść wiele etapów kursu. Każdy poziom kończy się certyfikatem i kosztuje ok. 1000 zł.

Bez wątpienia muzykoterapia jest bardzo interesująca. Ważne jest to, że jest naturalna i bezbolesna. Wydaje się nie mieć żadnych skutków niepożądanych. Z całą pewnością pomaga nam się zrelaksować i uporać ze stresem. 

Patrycja Żero

Fot. Canva

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *