Moda na polską piłkę

Chociaż to siatkarze częściej niż piłkarze sprawiają, że my, jako Polacy jesteśmy dumni z sukcesów polskich sportowców, to jednak futbol generuje znacznie większe zainteresowanie na co dzień, jeśli spojrzymy na frekwencję na stadionach. Oczywiście nie zamierzamy deprecjonować siatkarskiej publiczności, tym bardziej że hale nie są tak duże i pojemne jak piłkarskie stadiony, niemniej chcemy pokazać dziś modę na rodzimy futbol ligowy.

Portal dziennikzachodni.pl podał 26. kwietnia ciekawą informację:

Podczas spotkania Ruchu Chorzów z Widzewem Łódź padł ligowy rekord frekwencji w Polsce w XXI wieku. Pojedynek na Stadionie Śląskim zgromadził na trybunach 50.087 widzów. Na wielki mecz przyjaźni przyjechali kibice z 1196 miejscowości. Najstarszy fan obecny w Kotle Czarownic miał 93 lata, a najmłodszy 2 miesiące„.

Co ciekawe, wtedy padł też rekord jeśli chodzi o frekwencję kibiców gości, których było około 20 tysięcy.

Imponująca frekwencja. A mecz nie zapowiadał się znakomicie

Dodajmy może, że było to starcie drużyny, która jest w strefie spadkowej i w zasadzie ma już niewielkie szanse na utrzymanie z ligowym średniakiem. Owszem, był to mecz przyjaźni, ale jednak spotkanie nie zapowiadało się ekscytująco. Jednakże fani Niebieskich z Chorzowa nie zostawiają w potrzebie swego zespołu. Są z nim na dobre i na złe.

Mecz jednak nie zawiódł. Padło pięć goli. Ruch przegrał 2:3, ale ci, którzy byli na stadionie w Chorzowie 20 kwietnia, zobaczyli ciekawą rywalizację.

Cztery dychy w Poznaniu

Mimo że w stolicy Wielkopolski co rusz spada fala krytyki na trenera Lecha Mariusza Rumaka, wskutek licznych niepowodzeń ligowej konkurencji Lech przed „meczem przyjaźni” z Cracovią tracił w porównaniu do lidera z Białegostoku 5 punktów. W przypadku zwycięstwa zredukowałby tę stratę do raptem dwóch oczek. Wtedy białostoczanie znaleźliby się pod presją.

Uczniowie na trybunach

Przy okazji meczu Lecha z Cracovią odbyła się kolejna, już 19, edycja akcji „Kibicuj z Klasą”. Obecność wielu młodych fanów ze szkół pozwoliła zwiększyć frekwencję. Była moc atrakcji, m.in.: okazja, by pobawić się na dmuchańcach, czy możliwość pomalowania twarzy w niebiesko-białe barwy.

Bartłomiej Najtkowski

Fot: Sportmarketing.pl

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *