Marek Papszun wraca. O reputacji polskich trenerów

Marek Papszun, który odszedł z Rakowa Częstochowa po zdobyciu mistrzostwa Polski, rezygnując z prowadzenia zespołu w eliminacjach do Ligi Mistrzów, wraca na „stare śmieci”. Mimo że krążyły spekulacje o tym, że może trenować wiele renomowanych drużyn, nic z tego nie wyszło. Wymowne?

Dawid Szwarga, następca Papszuna w Rakowie, nie podołał wyzwaniu. I to, mimo że w tym sezonie Ekstraklasy trwa wyścig żółwi, bo przed ostatnią kolejką w grze o tytuł pozostały już tylko dwa zespoły: Jagiellonia Białystok i Śląsk Wrocław. Raków zaś nie ma już szans nawet na grę w eliminacjach do Ligi Konferencji. Jest to smutny obraz regresu drużyny z Częstochowy.

Papszun to nie Skorża czy Kasperczak

Maciej Skorża wygrywał azjatycką Ligę Mistrzów, pracował również na Bliskim Wschodzie. Generalnie dawał sobie radę w Azji, gdzie zyskał sporą renomę. Przed laty w Afryce furorę robił z kolei Henryk Kasperczak. Obydwaj panowie są szkoleniowcami, którzy nie przynieśli nam wstydu za granicą. Przeciwnie, wykonali kawał znakomitej roboty. Tymczasem Marek Papszun miał być, zdaniem części środowiska dziennikarskiego, nad Wisłą rozchwytywany. Jednak coś chyba poszło nie tak, skoro nie doszło do podpisania kontraktu z żadnym z klubów. Papszun udzielał się jedynie jako ekspert telewizyjny w Canal+.

Użytkownicy mediów społecznościowych już z lubością sobie pokpiwają z owego rzekomego „rozchwytywania” przez zagraniczne kluby Marka Papszuna:

„Wraca z podkulonym ogonem”

Radosław Przybysz, dziennikarz Meczyków i Viaplay, wykazał się iście publicystyczną dosadnością:

Historia Marka Papszuna była fantastyczna, ale może my przeceniliśmy trochę jego dorobek? Z mojej perspektywy wraca do Rakowa z podkulonym ogonem. Idzie tam, gdzie jest mu najlepiej – skonstatował z przekąsem. Wydaje się, że coś jest na rzeczy.

Papszun wraca do miejsca, w którym wypromował się jako trener. Przypomnijmy, że odszedł z Częstochowy po zakończeniu poprzedniego sezonu. Mistrzostwo Polski zwieńczyło jego siedmioletnią pracę w zespole. Gdy zaczynał swoją trenerską przygodę w Częstochowie, Raków grał zaledwie na trzecim poziomie rozgrywkowym.

Drużyna z Papszunem za sterami wykonała zatem olbrzymi skok jakościowy. I nagle coś się urwało. Trener złożył rezygnację. Wówczas wydawało się, że chce złapać oddech i wrócić do pracy, tyle że w nieco lepszej lidze niż rodzima, umówmy się, przeciętna Ekstraklasa. A tymczasem ta historia ma swój dalszy ciąg. Czy znów szczęśliwy? Przekonamy się już niedługo.

Bartłomiej Najtkowski

Fot. Mikolaj Barbanell / Shutterstock

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *