„Kos” – bez patosu o historii Polski

Wydaje się, że zbyt często w Polsce odtwarzane są mity narodowe. Dużo jest tromtadracji (synonimu efekciarstwa i krzykliwego wygłaszania mów patriotycznych – przyp.red.), martyrologii, patetycznej narracji o losach naszych przodków, często rzecz jasna, bohaterskich. Tymczasem film „Kos” nie jest kolejną wersją gloria victis. Przeciwnie, to kolejny dowód na to, jak można włożyć kij w mrowisko.

W opowieści o polskiej historii przeważają dwie narracje. Uprośćmy sprawę i jedną z nich nazwijmy z grubsza prawicową, to sławetne „wstawanie z kolan”. Druga jest bardziej samokrytyczna. Nie ma tu obaw w mówieniu o tym, co się stało choćby w Jedwabnem. To narracja lewicowa.

Narracje „prawicowe” i „lewicowe”

Czasami prawica postrzega tę wersję historii naszego kraju jako „pedagogikę wstydu”. Czy tak samo będzie z interpretacją „Kosa”? Pamiętamy, jak „Zieloną granicę” opowiadającą o trudnym losie, czy w zasadzie niedoli imigrantów podsyłanych cynicznie przez Łukaszenkę i Putina na granicę polsko-białoruską, obsobaczył Zbigniew Ziobro.

Były minister sprawiedliwości i lider Suwerennej Polski wszak pozycjonuje się bardziej na prawo od PiS-u. Partia była największym graczem wewnątrz tzw. Zjednoczonej Prawicy, koalicji rządzącej Polską aż do ostatnich wyborów parlamentarnych w okresie ośmioletnim.

Bardzo śmiała analogia

W filmie „Kos” stykają się młody chłop, szlachecki bękart Ignac grany przez Bartosza Bielenia, były niewolnik Domingo (w tej roli wystąpił Jason Domingo) i oczywiście Tadeusz Kościuszko, bohater Polski i USA, grany popisowo przez Jacka Braciaka.

Film jest kolejną wersją opowieści o tym, z jakimi trudnościami mierzyli się wieki temu polscy chłopi. Czarnoskóry adiutant Kościuszki jest tu symbolem. Twórcy tej produkcji wszak chcieli zasiać ziarno niepewności w umysłach widzów. Oczywiście pojawia się tu śmiała analogia – czy chłopami pogardzano, tak jak amerykańskimi niewolnikami? Jakkolwiek należy być wyczulonym i uwrażliwionym na krzywdy czynione chłopom, nie sposób uznać, że można kreślić symetrię między sytuacjami ich a tych, którzy za oceanem byli traktowani jak „podludzie”.

Zawiedzeni mogą być ci, którzy liczyli na dużo batalistyki. Twórcy nie pokazali też, jak wyglądały w detalach przygotowania do insurekcji. Bowiem chociaż to Tadeusz Kościuszko jest zdecydowanie najbardziej znaną postacią w tym filmie, tak naprawdę akcja nie kręci się wokół niego. Można uznać, że ideą przyświecającą twórcom było pokazanie w sposób krytyczny ówczesnych realiów. Tego, jaki był podział, swego rodzaju dyskryminacja. Nie jest prawdą, że przed laty dyskryminowało się wyłącznie czarnoskórych.

„Kos” to prawdopodobnie pierwszy film z tego nurtu w polskiej kulturze, który wpisuje się w narrację zastosowaną w rodzimej literaturze. Mowa tu oczywiście o książkach popularnonaukowych. Wymieńmy „Ludową historię Polski”, „Chamstwo” czy „Pańszczyznę”. A przecież ostatnio w mediach można znaleźć sporo tekstów o „Chłopkach”. Polskich chłopów być może się romantyzuje. Dominuje równościowa narracja środowisk lewicowych, które utożsamiają się z chłopstwem jako zwolennicy idei egalitaryzmu i inkluzji.

Bartłomiej Najtkowski

Fot: Filmweb

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *