Jaki ojciec, taki syn. Oto najlepsze polskie piłkarskie duety

LIAM SZCZĘSNY Z TATĄ

Dla małych chłopców często ich pierwszym i największym autorytetem jest tata. Niektórzy chcą podążać taką samą drogą. Nie inaczej jest w przypadku piłkarzy. Sprawdzamy najciekawsze duety piłkarskie na linii ojciec-syn.

W piłce nożnej jesteśmy świadkami wielu przypadków, kiedy to synowie wchodzą w buty ojców i próbują im dorównać. Efekty są różne, bo oprócz dobrych genów do osiągnięcia sukcesu potrzebny jest także talent i zapał do ciężkiej pracy. W tym tekście skupiamy się tylko na parach, gdzie młodsze pokolenie nadal jest w grze. Dlatego nie omawiamy chyba najlepszego polskiego duetu – tworzą go wybitny i niezwykle zasłużony Włodzimierz Smolarek oraz równie znakomity syn Euzebiusz.

Polskie podwórko rodziną stoi

Biorąc pod uwagę przyjęte kryteria, na miano najlepszego tandemu piłkarskiego w Polsce wysuwają się Maciej i Wojciech Szczęśni. Maciej Szczęsny był bardzo solidnym bramkarzem jak na ekstraklasowe warunki. Nigdy jednak nie zagrał w klubie zagranicznym. Jego kariera przypadła głównie na lata 90., reprezentował barwy Gwardii Warszawa, Legii Warszawa, Widzewa Łódź, Polonii Warszawa oraz Wisły Kraków. Jest jednym piłkarzem, który sięgnął po mistrzostwo kraju z czterema różnymi klubami. Mniej szczęścia miał w kadrze narodowej, gdzie wystąpił siedmiokrotnie, głównie w potyczkach towarzyskich.

Wojciech Szczęsny pierwsze kroki stawiał w Warszawie, ale jeszcze będąc nastolatkiem, trafił do jednego z najpotężniejszych klubów w Anglii – Arsenalu. Młodego bramkarza najpierw wypożyczono do trzecioligowego wówczas Brentfordu, a rok później już w rundzie wiosennej grał w pierwszym zespole Kanonierów. Po kilku latach przeniósł się do Włoch. Najpierw strzegł bramki Romy, a od paru sezonów jest jedynką Juventusu, gdzie zastąpił samego Gianluigiego Buffona. W reprezentacji zagrał 81 razy, często stając się bohaterem spotkań. Zbliżające się Euro może być jego bramkarskim last dance. Zdaje się, że syn Wojciecha Szczęsnego pójdzie także w ślady swojego ojca, świadczą o tym ich wspólne treningi, które są udostępniane w social mediach.

Raz lepszy ojciec, raz lepszy syn

Piotr Włodarczyk podczas kariery był napastnikiem, choć na polską ligę przyzwoitym, to nigdy nie zdobył korony króla strzelców. Najbardziej kojarzony z występami dla Legii, gdzie łącznie strzelił ponad 40 goli. W kadrze nie zaistniał, ale bilans ma bardzo dobry – 4 mecze i 2 bramki. Jego syn, Szymon, także występuje w ataku. 21-latek dotarł do pierwszego zespołu Wojskowych, ale okazjonalnie otrzymywał szansę. Brak występów przesądził o transferze do Górnika Zabrze. Jeden dobry sezon wystarczył do otrzymania angażu w Sturmie Graz, gdzie wstępuje do dziś. W tych rozgrywkach klub zdobył puchar i mistrzostwo Austrii.

Roman Kosecki był jednym z lepszych zawodników w latach 90., które były dość mierne dla naszego futbolu. Kosa wyróżniał się na murawie zwinnością i techniką, którą potrafił zaskoczyć niejedną defensywę. Po odejściu z Legii zwiedził parę europejskich klubów: Galatasaray, Osasuna, Atletico, Nantes i Montpellier. Przez tygodnik Piłka Nożna wyróżniony tytułem odkrycia roku, a następnie piłkarza roku. Po zakończeniu kariery poszedł w politykę, był również w strukturach PZPN.

Jakub Kosecki kilkanaście lat temu był uznawany za spory talent. Karierę na seniorskim poziomie zaczął w stołecznej Legii. Zdecydowanie dla skrzydłowego najlepszy był sezon 2012/2013, dobre mecze w klubie przełożyły się na kilka gier w koszulce z orłem na piersi. Podczas krótkiej przygody z kadrą zdołał strzelić jednego gola. Później kariera młodego Koseckiego nie potoczyła się zapewne tak, jak sobie to zakładał. Był w wielu zespołach, ale w żadnym się nie wyróżniał. Kibice bardziej pamiętają go z różnych ekscesów niż występów na boisku. Obecnie zawodnik występuje w IV-ligowym KTS Weszło. Co ciekawe, stoczył walkę na gali Fame MMA, którą zresztą przegrał.

Łukasz Brajczewski

Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *