Jak ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej napędził nam stracha

Ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej

Wrodzone wady rozwojowe u dzieci występują coraz częściej. Diagnozuje się je u około 2-4 % wszystkich noworodków. Większość z nich można wykryć już w okresie prenatalnym. W naszym przypadku był to ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej, który dał o sobie znać dopiero, gdy synek ukończył pierwszy rok życia. Wywołał w naszej codzienności niemałe zamieszanie.

Mimo, że z wrodzoną wadą serca można przeżyć nawet kilkadziesiąt lat, nawet nie zdając sobie sprawy z jej istnienia, to niesie ona za sobą ogromne ryzyko powikłań. Wiele z nich jest przyczyną śmierci, która zdarza się nawet niedługo po porodzie. Naszym szczęściem w nieszczęściu okazał się być wirus RSV, dzięki któremu ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej został zauważony przez pediatrę rodzinnego, zdiagnozowany przez kardiologa dziecięcego w Sandomierzu, a następnie potwierdzony w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie Prokocimiu.

Diagnoza: ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej. Co teraz będzie?

Do lekarza trafiliśmy pod koniec stycznia tego roku. Obaj chłopcy gorączkowali, mieli katar i kaszel – jak przy zwyczajnym przeziębieniu. W tym czasie w naszej okolicy panował wirus RSV. Pani doktor zleciła starszemu wykonanie testu na jego obecność. Wyszedł pozytywny. Z młodszym mieliśmy pokazać się ponownie następnego dnia. Diagnoza była jednoznaczna – synek również miał RSV, jednak nie to najbardziej zaniepokoiło naszą panią doktor.

Filip miał przyśpieszony oddech, co przy podwyższonej temperaturze mogłoby wydawać się normalne. Rozmawiając z pediatrą, powiedziałam, że synek na co dzień również oddycha nieco szybciej niż jego brat. Dotąd nie wzbudziło to naszych podejrzeń, ponieważ gdy starszy syn miał niecały rok, usłyszeliśmy od jego ówczesnego lekarza, że to normalne. Jedyny niepokój dotyczył tego, że Filip do tego czasu nie potrafi samodzielnie podnieść się do siadu. Pani doktor nie zastanawiała się ani chwili i zostaliśmy skierowani na oddział dziecięcy w Sandomierzu.

Jak objawia się ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej?

Ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej nie daje typowych objawów. Można z nim żyć latami i nawet nie wiedzieć, że ma się wadę serca. U naszego synka alarmujący był przyspieszony oddech i opóźnienie w rozwoju fizycznym. Z perspektywy czasu, widzimy jednak więcej symptomów, na które nie zwracaliśmy uwagi. Filip od urodzenia szybko męczył się przy jedzeniu, co mogło świadczyć o niewydolności krążeniowej. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, że nie jest to normalne, na pewno wcześniej zgłosilibyśmy się do specjalisty.

Nie ukrywam, że diagnoza, jaką usłyszeliśmy już na początku pobytu w sandomierskim szpitalu, bardzo nas wystraszyła. Na oddział dziecięcy trafiliśmy chwilę po południu, co z pewnością uratowało życie naszego dziecka. Wieczorem ordynator, a zarazem kardiolog, wykonała echo serca i tym samym wykryła u Filipa ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej oraz niedomykalność zastawki mitralnej. Przy wrodzonych wadach serca tego typu wirus może stanowić poważne zagrożenie dla życia.

To było jak kubeł zimnej wody wylany na głowę. Żyjesz sobie w nieświadomości, podczas gdy twoje dziecko nie rozwija się prawidłowo przez poważną chorobę. Wszystko wywróciło się do góry nogami, a strach towarzyszy nam nawet teraz, gdy jest już po wszystkim.

Pobyt w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie

Drugiego dnia po zdiagnozowaniu wady serca u synka, przewieziono nas z oddziału dziecięcego w Sandomierzu do szpitala w Prokocimiu. Badania i rozmowy z lekarzami zaczęły powoli rozjaśniać sytuację, w której się znaleźliśmy. Odetchnęliśmy nieco z ulgą, ponieważ poinformowano nas, że ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla życia Filipa. Musieliśmy przyjąć jednak do wiadomości, że czeka go poważna operacja.

Chociaż strach związany z zabiegiem był wtedy nie do opisania, zgodziliśmy się na jego przeprowadzenie. Korzyści, jakie daje taka operacja, są ogromne, a ryzyko wystąpienia, chociażby nadciśnienia płucnego bez niej, napawało nas niewyobrażalnym lękiem.

W Prokocimiu spędziliśmy tydzień, lecząc wirusa RSV. W tym czasie synek przeszedł badania kwalifikacyjne do zabiegu, w tym między innymi:

  • echo serca
  • EKG
  • badania krwi i moczu

Pozwoliły one ocenić stan zdrowia Filipka oraz poziom ryzyka sercowo-naczyniowego, które niesie za sobą wykonanie operacji. Gdy synek wyzdrowiał, wróciliśmy do domu, aby czekać na termin zabiegu. Informacji na ten temat szukałam w Internecie. Jestem osobą, która musi wiedzieć absolutnie wszystko. Wielu z nich, niestety nie znalazłam i dziś uważam to za błogosławieństwo. Dlaczego?

Miesiąc oczekiwania na operację był pełen nerwów i stresu. Gdybym przez ten czas znała szczegóły dotyczące przeprowadzania zabiegu oraz możliwe powikłania, o których poinformowali nas lekarze przed samą operacją, na pewno byłoby mi jeszcze trudniej na nią czekać i nie zwariować.

Ciąg dalszy nastąpi…

Autorka: Krystyna Kowalska

Fot. photos.com

3 komentarzy do “Jak ubytek przegrody przedsionkowo-komorowej napędził nam stracha”

  1. Pingback: Operacja na bijącym sercu – sukces lekarzy z Lublina - informacje.pl

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *