Indyjski maharadża uratował polskie dzieci

maharadża polskie dzieci

Na lekcji historii wiele mówiło się o II wojnie światowej. Doskonale wiemy o zbrodniach na polskim narododzie Stalina czy Hitlera. Wielu z nas nie wie jednak, co zrobił indyjski maharadża Jam Saheb Digvijay Sinhji dla naszych rodaków.

Podczas II wojny światowej Stalin wydał zgodę na ewakuację z terenu Związku Radzieckiego polskich sierot. Jam Saheb Digvijav Sinhgji, maharadża władający północno-zachodnim indyjskim księstwem Nawanagaru, zbudował ze swoich prywatnych środków osiedle mieszkalne dla uratowanych dzieci. Powstało ono na jego ziemi obok rezydencji, w której mieszkał. Zamieszkało w nim ok. 1000 ewakuowanych młodych Polaków. Maharadża zaopiekował się dziećmi, zapewnił im utrzymanie: opiekę medyczną, wyżywienie, szkołę. Przygarnięte sieroty nazywały księcia Nawanagaru „Dobrym maharadżą”.

„Dobry maharadża”

Jam Saheb Digvijav Singhgji był bardzo wpływowym człowiekiem. Jako kanclerz Izby Książęcej Indii reprezentował swój kraj w brytyjskim Gabinecie Wojennym. Maharadża był przyjaznym i porządnym człowiekiem. Posiadał talent polityczny i był niezwykle dobrym mówcą, któremu nie brakowało zdrowego realizmu.

Polskie dzieci dostały zaproszenie do zamieszkania w królewskich włościach właśnie od samego maharadży Singhgja. W 1941 roku na posiedzeniu brytyjskiej Rady Wojennej przemówienie wygłosił premier Paderewski, który przedstawił tragiczne położenie uchodźców w ZSRR. Poruszony władca Księstwa Indyjskiego zaoferował gościnę Polakom, w razie gdyby nie udało im się znaleźć innego miejsca do życia.

„Jestem waszym ojcem”

Maharadża nie rzucił słów na wiatr. Na początku 1942 roku pierwsza grupa licząca 170 polskich dzieci została ewakuowana do Indii i przetransportowana do Balachadi pod opieką wojsk Andersa.

Maharadża powitał nowoprzybyłą grupę słowami:

„Nie jesteście dłużej sierotami. Od teraz jesteście Nawanagarczykami, a ja jestem Bapu, ojciec wszystkich Nawanagarczyków. Jestem więc też waszym ojcem”

W obozie ostatecznie schronienie znalazło ponad 600 dzieci. Przygarnięte sieroty mogły korzystać z biblioteki, w której znajdywało się wiele polskich książek. Mogły grać w piłkę, a on sam bardzo chętnie oglądał ich przedstawienia teatralne. W czasie, gdy dzieci zamieszkiwały we włościach indyjskiego maharadży, w kraju wybuchła ogromna klęska głodu. Jam Saheb jednak nigdy nie dopuścił, by dzieciom brakowało pożywienia.

Datki dla sierot

Hinduska pisarka, Anuradha Bhattacharjee przeprowadziła badania, z których jasno wynika, że to nie władze brytyjskie finansowały pobyt sierot w Indiach. Potrzebne pieniądze pochodziły z datków, które łożyli różni książęta indyjscy oraz zamożni mieszkańcy tego kraju. „Łącznie przy wsparciu Jama Saheba udało się pozyskać 600 000 rupii – odpowiednik przeszło 36 milionów złotych w dzisiejszych pieniądzach” – pisała w swojej książce poświęconej tej pięknej historii.

Tak więc założony przez maharadżę Polish Children Camp stał się domem dla setek dzieci. Jam Saheb „oprócz osobistego wkładu finansowego i własnej pracy, nakłonił także Izbę Książąt Indyjskich, aby przyjęła na siebie dobrowolne zobowiązanie utrzymania pięciuset polskich dzieci do końca II wojny światowej”. W Delhi powstał nawet specjalny Komitet Pomocy Dzieciom Polskim, na który składali dobrowolne ofiary mieszkańcy miasta i okolic. Wpłacano też kwoty indywidualne, które były wcześniej zadeklarowane przez kilkudziesięciu maharadżów. Władcy ci zobowiązali się wcześniej do utrzymywania określonej liczby polskich dzieci.

Na rzecz polskich dzieci utworzono również specjalny rachunek bankowy o nazwie „The Polish Children’s Account”, na którym ostatecznie znajdywało się 50 tys. rupii. Sumę w wysokości 8500 rupii zebrał Indyjski Czerwony Krzyż.

Pomysł maharadży

W czasie II wojny światowej na terenie Balachadi i innych osiedlach przebywało aż ok. 5 tys. polskich dzieci. Pod koniec wojny kompleks mieszalny zbudowany na prośbę Jama Saheba zamieszkiwało już tylko 200 najmłodszych podopiecznych.

Władze komunistyczne domagały się ich powrotu. Maharadża wpadł na pomysł, jak tego uniknąć. Adoptował wkrótce dzieci wraz z oficerem Jeffreyem Clarkiem i księdzem Franciszkiem.

Zatarta historia i ocalała pamięć

Przez dziesiątki lat w naszym kraju prawie nikt nie wiedział, kim w ogóle był maharadża o złotym sercu i co dobrego zrobił dla naszego narodu. W Polsce Ludowej nie można było mówić o wspaniałomyślnym władcy, ani o tym, co się za jego sprawą wydarzyło. Historia polskich sierot godziła bowiem w sojusze ZSRR.

Dobroczyńca dla wielu polskich sierot zmarł w 1966 roku w Bombaju. W 2016 roku minęła 50 rocznica jego śmierci. „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, przypominając postać Jama Saheba Shri Digvijaysinhji Ranjitsinhji Jadeja, Maharadży Księstwa Nawanagar, w 50. rocznicę jego śmierci, czci pamięć o nim i oddaje mu hołd za ogromne zasługi oraz wielką bezinteresowność, jaką wykazał się, ratując od głodu i cierpienia ponad tysiąc polskich dzieci”- głosi tekst powziętej wówczas uchwały.

Autor: Patrycja Żero

Fot. Onet/Domena publiczna

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *