Borussia w końcu miała szczęście

Były selekcjoner Andrzej Strejlau zwykł mawiać, że suma szczęścia zawsze równa się zero. Piłkarze Borussi Dortmund w poprzednim sezonie mieli wszystko w swoich rękach w Bundeslidze. Wystarczyło w ostatniej kolejce rozgrywek pokonać u siebie średniaka z Moguncji. Tymczasem był tylko remis. Za to we wtorek fortuna uśmiechnęła się do niemieckiej drużyny.

Przypomnijmy, przed rokiem na finiszu ligowej rywalizacji w Niemczech ekipa BVB doprowadziła do remisu dopiero w 96. minucie. Zwalisty obrońca Niklas Süle doskonale przyjął piłkę, przełożył i huknął. Skierował futbolówkę do bramki, ale było już za późno. Trzeba było wygrać, a nie zremisować. 2:2 w Dortmundzie ucieszyło Bayern Monachium, który kontynuował imponującą serię w Bundeslidze. To był kolejny tytuł dla Bawarczyków, których zdetronizował w trwającym jeszcze sezonie rewelacyjny Bayer Leverkusen. Borussi to się nie udało.

Ostatni taniec Mbappe i gorycz porażki PSG

Jednak w środę w Parku Książąt, prawdopodobnie w ostatnim meczu Kyliana Mbappe na tym stadionie przed transferem do Realu Madryt, PSG chciało zmazać plamę sprzed tygodnia i odrobić jednobramkową stratę z Dortmundu. Borussia na tym etapie Ligi Mistrzów, w półfinale rozgrywek jawiła się jako kopciuszek pośród piłkarskiej elity. Tymczasem zespół z Westfalii nie pękł w rywalizacji z francuskim gwiazdozbiorem. Nie przestraszył się faworyta. Grał rozważnie, podczas gdy gospodarze bili głową w mur.

Już w pierwszym meczu w Niemczech paryżanie dwa razy trafili w słupek. W rewanżu u siebie mieli jeszcze większego pecha. Były momenty, że przeprowadzali frontalne ataki, ale bramka BVB była jak zaczarowana. Piłkarze PSG dwukrotnie obijali słupki i dwukrotnie piłka uderzała w poprzeczkę. Coś niesamowitego. W efekcie mądrej gry i sporej dawki szczęścia BVB nie straciło gola. Tym razem futbol był dla przyjezdnych z Dortmundu nader łaskawy.

Ostatecznie Borussia wygrywa 1:0 po golu Matsa Hummelsa, doświadczonego obrońcy, MVP z pierwszego starcia z PSG, który w rewanżu także pokazał klasę. I nie chodzi tylko o zdobytą bramkę. Był ostoją obrony, kilka razy zatrzymywał efektownie chociażby Kyliana Mbappe.

Niezwykła historia trenera Borussi

W poprzednim sezonie Edin Terzić, młody trener dortmundczyków, po zremisowanym z Mainz meczu podszedł wraz z piłkarzami do tzw. Żółtej Ściany, trybuny, na której zasiadają ultrasi, najbardziej zagorzali kibice. Był zrozpaczony. Czuł, że nie podołał wyzwaniu. A teraz jest finalistą Ligi Mistrzów.

Jego historia jest niesamowita. Przed laty z zachwytem oglądał, jak drużyna BVB prowadzona przez Jürgena Kloppa robiła furorę w Niemczech i Europie. Był kibicem na Singal Iduna Park, gdy zespół z Dortmundu sięgał po tytuł mistrzowski. Później pełnił różne funkcje w klubie. Był m.in. asystentem pierwszego trenera. A już w 2020 roku został tymczasowym trenerem BVB, na tym stanowisku pracował jednak zaledwie sześć miesięcy. Wrócił za stery drużyny niespełna dwa lata temu.

– Jeśli mam wybrać jedno słowo po tym meczu, to będzie, to duma. Jestem dumny z mojego sztabu, zespołu oraz klubu. Ten sen jeszcze się nie skończył. Myśleliśmy, że będziemy dużo cierpieć. Bardzo dobrze pokazaliśmy się na wyjeździe przeciwko niezwykle silnej w ofensywie ekipie. Jest bardzo szybka oraz mobilna. Zachowaliśmy dwa czyste konta, wygraliśmy oba starcia w półfinale i to jest nieprawdopodobne – stwierdził Terzić (tłumaczenie Kanału Sportowego).

Bartłomiej Najtkowski

CHRISTOPHE PETIT TESSON /PAP/EPA

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *